^Do góry
Get Adobe Flash player

Temat wypracowania: Moje spotkanie z rodzeństwem Pevense w Narnii

Zadania klasowe klasy IV z lektury Opowieści z Narnii

Temat wypracowania: Moje spotkanie z rodzeństwem Pevense w Narnii

Pewnego dnia, gdy poszłam spać, zanim zasnęłam, na dworze zaczął wiać wiatr i padać deszcz. Gdy odsłoniłam roletę ukazał mi się portal do innego wymiaru. Przez chwilę wahałam się czy iść zobaczyć co tam jest, lecz po pięciu minutach namysłu stwierdziłam, że jednak tam pójdę i zajrzę do portalu. Ubrałam się w ciepłe ciuchy i wyszłam na dwór. Podeszłam do portalu i usłyszałam głosy dzieci: - Wejdź do portalu. Zawahałam się, lecz weszłam do niego. Po wejściu ukazał mi się piękny świat. Tam przywitali mnie Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja. Nagle usłyszeliśmy, że z głębi lasu zaczęły dochodzić jakieś dziwne odgłosy. Zaczęliśmy się skradać i nagle z lasu wyszło cale stado zwierząt, które rozmawiały. Zdziwiłam się, bo w normalnym świecie zwierzęta nie mówią ludzkim głosem. Zapytałam dlaczego zwierzęta tutaj potrafią mówić, Piotr odpowiedział, ze w Narnii to jest normalne. Wtedy wyszliśmy z ukrycia. Przywitaliśmy się ze zwierzętami i jeden z nich powiedział: - Musicie iść z nami, ponieważ wrogie armie atakują Narnię. Wtedy ruszyliśmy w podróż. Po drodze spotkaliśmy opuszczoną chatę, do której weszliśmy. I nagle trzask, podłoga się zawaliła, a my zlecieliśmy na sam dół jaskini, wtedy pojawił się Aslan, wyciągnął nas z tej dziury i powiedział: - Chodźcie ze mną, a zaprowadzę was w miejsce bitwy oraz dam wam zbroję i broń. Zaczęła się bitwa. Wojska nachodziły nas z każdej strony, ale po trzech ciężkich godzinach bitwy wrogie armie poddały się i uciekły. Wszystko skończyło się dobrze, a Narnijczycy mogli żyć w spokoju Bardzo podobało mi się w Narnii, jednak musiałam już wracać. Pożegnałam się ze wszystkimi i wróciłam do domu przechodząc przez portal.

 

Były wakacje. Poszedłem na strych, bo czegoś szukałem. Na końcu korytarza zobaczyłem światło i poszedłem tam. Nagle zobaczyłem śnieg, chociaż było lato. Gdy tam wszedłem, nie wierzyłem własnym oczom, stali tam Łucja, Zuzanna, Piotr i Edmund. Piotr opowiedział mi co się stało, że powrócili do Narnii. Wezwał ich książę Tumnus II, wnuk pana Tumnusa. Łucja powiedziała mi, że w ich świecie minęło siedem miesięcy od ich ostatniego pobytu, a w Narnii siedem lat. Okazało się, że pan Tumnus, który podczas ich ostatniego pobytu został koronowany na księcia, umarł w bitwie ze Samotnymi Wyspami. Nagle zauważyłem, że karły Nikabrik, Zuchon, Ortogron i Arekind, niosą na plecach łódź. Wszyscy, oprócz karłów, wsiedli do lodzi. Popłynęliśmy na Samotne Wyspy. Do Samotnych Wysp należała: Wyspa Warna, Sena, Daresar i Urson. Na każdej rządził ten sam książę imieniem Bialokról. Były to tereny równinne. Łucja wezwała Białokróla i kazała mu wysłać kogoś do Narnii. I książę wezwał budowniczych. Liczba ludności na Samotnych Wyspach wynosiła sześć tysięcy osób, tylko pięćset z nich miało domy. Domy budowane były z klocków lego. Budowa domu zajmowała pięć dni.

Rodzeństwo Pevense i ja wróciliśmy do Narnii, zastając tam Arekina, który został księciem. Po jakimś czasie umarł król Tumnus II, jego syn książę Turnus III został królem. Ja wróciłem do naszego świata, a rodzeństwo Pevense żyło w Narnii długo i szczęśliwie.

 

Podróż na Krypturiom

Podróż na Krypturiom

Po powrocie do domu ujrzałem czterech komandosów i jednego generała, spytałem co tu robią, odpowiedzieli mi, że potrzebują kilkoro dzieci do lotu w kosmos na pewną planetę o nazwie B – 236 Krypturion, podobno zamieszkana przez postacie z metalu i srebra. Wtedy przypomniałem sobie o tym metalowym wielkoludzie z „Deadpoola”, dlatego byłem bardzo podniecony, a poza tym powiedzieli, że dobrze zapłacą i to mnie przekonało. Po dotarciu na miejsce poznałem resztę załogi., Byli to: Jin Chin – japończyk, Baoro Dot - z Afryki i dwóch opiekunów - jeden z Ameryki imieniem James Wesley, a drugi z Polski Tomek Kwaśniecki. Powiedzieli, że naszą misją jest zaprzyjaźnić się z mieszkańcami Krypturion i poznać ich technologię. Po chwili byliśmy w statku kosmicznym. Przypominał on trochę statek UFO, ale był dłuższy od niego. Gdy wzbiliśmy się w powietrze, wcisnęło nas w fotele, ale po chwili zaczęło być całkiem fajnie. Mogliśmy latać, gdyż nie było grawitacji. Po zwiedzeniu statku razem z Japończykiem uznaliśmy, że najlepszym miejscem jest pokój z konsolą. Po „odpaleniu” konsoli zobaczyliśmy, że jest tam multum gier, takich jak Korulo Dragon Ball i Leach. Po uzgodnieniu w co gramy, a było to możliwe dzięki specjalnemu urządzeniu do rozumienia innych języków, wybraliśmy „Dragon Ball”. Nie graliśmy długo, gdyż statek wpadł w pole asteroid. Na szczęście mieliśmy świetlanego pilota i wylecieliśmy z pola asteroid. Potem Bocoro zobaczył planetę pokrytą srebrem i żelazem. Gdy wylądowaliśmy zaatakowali nas tubylcy. Nie byli przyjaźnie nastawieni. Nie mieliśmy wyboru, trzeba było ich zniszczyć. Po zniszczeniu ich połączyliśmy się z centralą. Kazano nam wykraść tubylcom różne plany. Mieliśmy do dyspozycji EXO stroje, dzięki którym było to banalnie proste. Weszliśmy do środka, wykradliśmy plany i podłożyliśmy bombę jonową, po minucie zdetonowaliśmy ją. Po eksplozji zauważyliśmy po prawej stronie samolotu dwa odrzutowce stalowych tytanów. Zaczęły szczekać do nas jak do tarczy, więc szybko ruszyliśmy do dział plazmowych i zestrzeliliśmy ich jak w grach komputerowych, jednak to nie był koniec. Przyleciało ich jeszcze dwudziestu, na szczęście mieliśmy hiper - radar. Wyrzuciliśmy bombę po czym ją odpaliliśmy. Po chwili ujrzeliśmy ziemię, bezpiecznie wylądowaliśmy i dostaliśmy nagrodę, 20 milionów na głowę. Potem żyliśmy szczęśliwie i beztrosko.

Łukasz Goraj

 

Wypracowanie - Maja Wójcik

Pewnego dnia siedziałam w fotelu i oglądałam telewizję, wtedy z wiadomości dowiedziałam się , że za odnalezienie nowej planety i nadanie jej nazwy można dostać kilka milionów złotych. Wiec powiedziałam mamie, że za miesiąc wyruszam w kosmos, aby odkryć planetę i nadać jej nazwę. Mama wtedy powiedziała: - Córciu przecież nie uda ci się. To nie tak, że w ciebie nie wierzę, tylko to jest niemożliwe. Mimo słów mamy poszłam do swojego pokoju, spakowałam się i pojechałam na Stadion Narodowy w Warszawie, aby wylecieć w kosmos. Długo myślałam nad nazwą. Do głowy wpadła mi tylko jedna nazwa „Emotikonowa Rewolucja”. Pod taką nazwą postanowiłam stworzyć planetę dużego emotikona z uśmiechniętą buzią. Po kilku latach udało mi się stworzyć planetę w kształcie uśmiechniętego emotikona. Była ona bardzo kolorowa. Na tej planecie mieszkali tylko uśmiechnięci ludzie, a po zachodzie słońca cała planeta potrafiła zaśmiać się dwa razy. Następnie wróciłam do domu i poinformowałam o odkryciu planety, za co dostałam miliard złotych. Za kwotę jaką dostałam postanowiłam wybudować domy dla mieszkańców Emotikonowej Rewolucji, lecz zostało mi jeszcze sto milionów. Za te sto milionów postanowiłam zrobić roboty, które będą pomagały rodzinom: gotować, chodzić do sklepu sprzątać, itp. Lecz roboty nie mogły cały czas wykonywać pracy mieszkańców, dlatego mogły pracować dla rodzin tylko pół roku. Po stworzeniu robotów postanowiłam zapakować je w pudełka i wysłać do nowych domów. Te roboty były nowoczesnym prezentem dla mieszkańców planety . Po pięciu latach wybrałam kilkaset ludzi, żeby przetransportować ich na moją planetę. Przetransportowani ludzie byli mi wdzięczni za piękne domy i roboty pomagające im w pracach domowych.

Maja Wójcik

Temat wypracowania: Niezwykła podróż na odległą planetę

Zadania klasowe klasy VI

Temat wypracowania: Niezwykła podróż na odległą planetę

Pewnego pięknego dnia…Ah ten dzień był niesamowity. Obudziłam się późno. Była godzina 10.51. Gdy już doszłam do siebie poszłam do toalety, ubrałam się, a potem zjadłam śniadanie i wyszłam z domu. Powiedziałam mamie, że idę na spacer. Kiedy tak sobie szłam, ujrzałam w oddali dziwne zjawisko. Na początku wystraszyłam się, ale stwierdziłam, ze podejdę. Gdy już zbliżyłam się do tej „maszyny”, zobaczyłam rakietę kosmiczną. Stała jakby nigdy nic, żywej duszy tam nie było. Jak zwykle moja ciekawość wzięła górę, weszłam do tej rakiety. Chodziłam i podziwiałam niezwykłość maszyny. I nagle… spadłam , ponieważ ten statek kosmiczny zaczął lecieć. To tak, jakby na mnie czekał. Dziwne. Leciałam zaledwie 5 sekund. Doleciałam na planetę. Planeta nazywała się „Smutna gwiazda bezdechu”. Była ponura. Nie było tam drzew, wód, jezior. Poprostu nie było cywilizacji. Było mi przykro, gdyż widziałam te zwierzątka, takie głodne, wycieńczone. Tylko skąd one się tam wzięły?. Dla mnie ważne było, by zwierzęta mogły żyć. Ta Ponura Gwiazda miała naprawdę złą opinię wśród reszty planet. Postanowiłam to zmienić. Swoimi mocami zaczęłam ją zmieniać. Były drzewa, woda w kolorze białym., łąka w kolorze granatowym. Wreście zwierzątka miały swój świat. Ja niestety musiałam wracać. Nazwa planety zmieniła się, była to planeta „Wesoła Gwiazda”. Po powrocie do domu opowiedziałam wszystko rodzicom.

Nadia Bojczuk

Magiczna kraina Fantazjana.

Magiczna kraina Fantazjana.

W odległej wsi Łupków żyłem sobie ja. Nudziłem się cały dzień, więc poszedłem na podwórko. Idąc schodami spadłem i straciłem przytomność. Gdy się obudziłem byłem w bardzo wielkim lesie, w którym były fioletowe, zamiast zielonych , liście i drzewa. Miały twarze i przede mną stał kamienny olbrzym z wesołą twarzą i mnie powitał:

- Witaj nareszcie się przebudziłeś – rzekł olbrzym

-Gdzie ja jestem?- zapytałem

-W Fantazjanie.- odrzekł olbrzym

Byłem tam dwa tygodnie. Spędziłem w Fantazjanie piękne chwile z olbrzymem ,aż niebo zapełniło się czarnym stworzeniam,i a olbrzym powiedział:

- Wchodź do tego portalu zanim będzie za późno. Wskoczyłem do tego portalu bez wahania. I nagle otworzyłem oczy i zobaczyłem, że jestem w szpitalu, a moi rodzice stali nade mną z uśmiechem.

ALAN GANCARCZYK

Podróż do krainy fantazji Magiczna baśń

Wypracowania klasy VI na temat: Podróż do krainy fantazji

Magiczna baśń

Pewnego ranka obudziłam się bardzo wcześnie, moi rodzice jeszcze spali. Wszystko wydawało mi się normalne, oprócz….. lustra. Pomyślałam sobie – Przecież u mnie w pokoju nigdy nie było lustra ! Hmm. Co prawda nie chciałam wstawać tak wcześnie, ale ciekawość była silniejsza. A wiec wstałam i podeszłam do lustra. Lustro miało bardzo intrygujący kolor. Był to kolor jasnobeżowy, a ramka miała kolor złoty. Gdy już mu się dobrze przyjrzałam, chciałam go dotknąć i nagle ….Wpadłam do środka, do jakiejś krainy. Wszystko tam miało piękne barwy. Drzewa były różowe, trawa niebieska, chmury były w kolorze jasnego fioletu. Byłam zarówno zachwycona jak i przestraszona. Nie wiedziałam czy iść, czy stać w tym pokoju i wpatrywać się w dal tych rzek i drzew. Jednak zdobyłam się na odwagę i poszłam, bo co mogłoby się stać w takim pięknym świecie? Gdy tak sobie szłam, zachwycając się cudowną przyrodą wokół, coś do mnie podeszło, to znaczy podleciało. Bałam się spojrzeć, co kryje się za moimi plecami. Ale nie musiałam. To coś podleciało blisko mej twarzy. Wpatrywało się we mnie, jak ja, w ten krajobraz. Okazało się, że to wróżka! Była piękna! Nie zrobiła jednak na mnie dużego wrażenia, ponieważ wystarczające wrażenie zrobił na mnie ten piękny świat. Ta śliczna wróżka była bardzo „ubarwiona”. Włosy miała białe, jej sukienka była w kolorze błękitu , niczym morze, a nogi miała bose. I te skrzydła… Nie dało się ich nie zauważyć. Z daleka było widać ten lśniący blask. Gdy zapytałam jak ma na imię, odpowiedziała - Mur vet. Wtedy ja jej od powiedziałam – Ja mam na imię Nadia. I tak zaczęła się nasza rozmowa. Murvet opowiadała mi skąd pochodzi, a ja natomiast, jak się tu znalazłam. Ale to, co mi powiedziała było niesamowite. Mówiła, że gdy u nich minie cały dzień, to u nas mija tylko jedna godzina. Pokazała mi również swój domek na drzewie. Niektóre wróżki miały domki na ogromnych płatkach lilii. Niestety, w krainie dobiegał już koniec dnia, a to znaczyło, że nie byłoby mnie w domu godzinę i rodzice z pewnością zauważyliby moją nieobecność. Z wielkim żalem musiałam pożegnać Murvet. Ale obiecałyśmy sobie, że jeszcze się spotkamy. Na szczęście zdążyłam wrócić do domu nim minęła godzina. Mama akurat przyszła mnie obudzić do szkoły. Udawałam, że śpię . I tak skończyła się moja przygoda w niezwykłej. Ale nigdy nie przestalam mieć nadziei, że kiedyś wrócę do tej baśni.

praca - Mikołaj Dal

Rozdział I

Miejsce : Statek kosmiczny Alf 039 na orbicie planety Guer

Czas : Rok 250 349 czasu uniwersalnego.

Gerd przebudził się z krzykiem . Dopiero po chwili przypomniał sobie gdzie naprawdę jest. Statek Alf 039 ,,Skorpion’’, leciał na nim z powodu misji mającej na celu przechwycenie projektu broni ,,Śmierć’’. Koszmar, który go przebudził był już jego sposobem pobudki przez ponad 5 dni.  Znów miał koszmar o śmierci swojego ojca. Choć tak naprawdę umarł on już ponad 2 lata temu, to dopiero teraz nękały go koszmary. Niewiele myśląc ubrał się i poszedł na mostek statku.

Kraus, jego kolega z oddziału widząc ponurą minę przyjaciela spytał :

- I co znowu ten sen ?-

-Tak- przywykłem do tego.- Odpowiedział  Gerd.

- Nie wydaje mi się.- Powinieneś jeszcze się przespać. Jest dopiero 4.30- dodał zaniepokojony przyjaciel.  

- Nie trzeba.-  Powiedz Jackowi, że zastąpię go na godzinę, czy dwie.

- No to na razie.-  Mówiąc to pożegnali się i Gerd ruszył w stronę pokładu. Oświetlał sobie drogę prętem jarzeniowym, ponieważ światła na pokładzie ,,Skorpiona’’ są włączane dopiero o godzinie 5.00. Podczas spokojnego spacerku przez mostek nie mógł pojąć czemu śniła mu się ta sama katastrofa przez 5 dni. Jego ojciec był dobrym człowiekiem , który wiernie służył Imperium Międzyplanetarnemu . Jednak po wojnie na Carway wszystko się zmieniło. Ponieważ buntownicy z Carway mieli dostęp do  bardzo obfitych złóż gazów Karkama , których specyficzne działanie charakteryzowało się długą ale bezbolesną śmiercią. Niestety ten gaz został zastosowany w bitwie, w której uczestniczył ojciec Gerda. Z początku nie wiedziano co zaczynało się dziać z jego ojcem. Jednak dopiero dwa tygodnie przed jego śmiercią rozpoznano skażenie gazem Karkama. Niestety było już za późno. I chociaż wojna na Carwayrze okazała się wygraną to ciało ojca Gerda przegrało.  

Po dziesięciu minutach marszu Gerd dotarł do celu. Na ruchomym fotelu pilota siedział zaspany Jack.

-O fajnie, że wpadłeś. Pewnie na zastępstwo?- Rozpoczął rozmowę  Jack .

Jack to wysoki mężczyzna po trzydziestce. Starszy porucznik,  dowódca statku Alf 039, a także przyjaciel Gerda. Obaj bardzo muskularni . Zawdzięczają to pięciu latom ciężkich prac w kopalniach wydobywania cennego kruszcu ze względu na twardość . Byli tam w niewoli kiedy separatyści Markwancy opanowali ich rodzinne planety. W ten oto sposób zmarła matka Gerda. I chociaż pięć lat pracy w kopalni dało im w kość, to oddało pod postacią mięśni. To bardzo się przydało w zawodzie żołnierza. Gerda i Jacka można byłoby porównać do bliźniaków poza faktem, że Gerd ma zielone oczy i jest brunetem.

-Gerd, pytam się czy jesteś na zastępstwo ?- Zapytał po raz drugi Jack.

-Co? A tak, właśnie.- odparł Gerd –Jestem na zastępstwo. Możesz iść spać. - powiedział Gerd dopiero ocknąwszy się.

-Niech zgadnę.  Znów nie możesz zasnąć ze względu na koszmar?-

Wszyscy w załodze ,,Skorpiona’’ wiedzieli już o dolegliwości Gerda. Ale nikt nie wiedział na czym ona polega.

-Tak. Koszmar, nie ma co gadać ,przejdzie z czasem.- Odparł Gerd .

-To Dobranoc -pożegnał się z przyjacielem Jack

-Chyba dzień dobry  –poprawił go Gerd.

-Daj spokój. Całą noc nie spałem mam prawo się pomylić z dniem tygodnia.-powiedział żartobliwie Jack.

Następnie pożegnali się według nowej pory dnia i Jack miał wyjść z pomieszczenia ,aż nagle obaj spadli na podłogę z powodu wstrząsu jaki wywołał ,,Skorpion’’ uderzając w jakieś ciała obce. Po chwili w całym statku włączył się alarm, który nadawał następujący komunikat:

-„Uwaga! Boczne skrzydło uszkodzone ! Prosimy kierować się do kapsuł ratunkowych! Sygnał pomocy został wysłany! Prosimy zachować spokój!”-

I byłaby to prawda gdyby nie to, że boczne skrzydło zostało zniszczone, a nie uszkodzone. Ale komputer pokładowy był zaprogramowany aby w czasie komunikatu alarmu było „uszkodzony”, a nie „zniszczone” . Ale nie na to był czas . Było trzeba szybko się ewakuować  zanim statek ,,Skorpion ‘’ będzie tylko przeszłością. Po chwili w Sali 7 sektorze 13 roiło się od ludzi z oddziału ,,Niebieskich Marinn’’ . A właśnie załoga ,,Skorpiona’’ była także odziałem, ponieważ odział ,,Niebieskich Marinn’’ wykonywał duże postępy wojenne w nagrodę otrzymali własny statek bojowy typu Alf 039 . Te statki były rzadkością w galaktyce W77H2 jak i w wielu innych.

Gerd starał się opanować tłum spanikowanych ludzi , którzy biegali do kapsuł ratunkowych. A ponieważ był starszym porucznikiem jak Jack miał on być dowódcą ,,Niebieskich Marinn’’ ,ale uznał że rola dowódcy jest bardzo odpowiedzialna postanowił, że ten zaszczyt pozostawi Jackowi . I wcale nie żałuje ,bo w takich chwilach jak ta widz,i że Jack jest rozważny i opanowany, a jemu tych dwóch rzeczy  brakuje.

Zgodnie z  regulaminem żołnierza porucznik Gerd starał się  o to, aby każdy z załogi bezpiecznie wszedł do kapsuł, których statek Alfa 039 miał  ponad setkę . Ale z powodu zniszczenia jednego, a dokładnie prawego skrzydła było ich o połowę mniej. Zatem Gerd sprawdzał, czy wszyscy są.  Starał się zapamiętać wszystkich kadetów, ale nie wykluczał, że ktoś mógł zginąć, ponieważ przy prawym skrzydle było trochę pokoi.

Jednak coś cię ciągle nie zgadzało. Na statku było 214 osób z czego 36 na pewno zginęło. Ale nikt więcej zatem co się nie zgadza? Nagle Gerdowi coś się przypomniało. No tak! Młody szeregowy, który miał na imię Steve! Tylko problem był taki, że Gerd nigdzie go nie widział. Podszedł do Krausa porucznika, z którym rozmawiał dzisiaj rano, aby spytać go czy widział gdzieś Steva.

-Kraus ! Słuchaj!- krzyknął Gerd –Widziałeś gdzieś Steva , tego młodego adepta z ciemnymi włosami, tymi kręconymi.-

-Nie widziałem go Gerd!- odparł- Nie szukaj jego wracaj ratuj się! –krzyczał równie głośno jak Gerd aby przekrzyczeć alarm.

Był jeden sposób, aby to sprawdzić ,  ryzykowny i bardzo niebezpieczny: iść do wnętrza płonącego statku podczas oddzielania się kolejnych jego części, czego się nie robi dla ludzkiego życia.

Tak więc Gerd ruszył w głąb płonącego statku. Po 5 minutach szukania nic nie znalazł. Przemierzając kolejne korytarze i sale  pogubił się. Nagle zza jego pleców   oberwał się ciąg korytarzy. Chciał już wracać, ale z oddali usłyszał głos przerażonego chłopaka. Nie miał wątpliwości co do tego, że to Stevi. Czym prędzej pobiegł na górę i zauważył pod gruzami rannego chłopaka. Przebiegł przez płomienie. Zgrabnym susem odgarnął gruz  i podniósł półprzytomnego chłopca. Przerzucił go sobie na plecy. Kiedy doszedł do hangaru z przerażeniem stwierdził, że wszystkie kapsuły odleciały. Gerd gorączkowo szukał w głowie rozwiązania, co zrobić aby wyjść cało z tej sytuacji.

Gerd miał w głowie pustkę. Rozglądał się po całym płonącym pomieszczeniu. Miał zaledwie 15 sekund. Najbardziej zbulwersowało go to, że Kraus , Jack ani inni wysocy rangą żołnierze nie zaczekali.

  Poddał się i stracił wszelką nadzieję. Otworzył się na śmierć, kiedy w jednej chwili spostrzegł plecak odrzutowy i 2 kombinezony portalowe . Zaśmiał się ze swojej głupoty, że też wcześniej tego nie zauważył. Dziwne to szczęście. Przychodzi kiedy się go nie spodziewasz- pomyślał Gerd. Nie wiedział z czym ma tak naprawdę do czynienia. Dwa kombinezony portalowe na dwie osoby + plecak odrzutowy = Pewne przeżycie na tyle długo, aby dotrzeć do planety Guer.

Ale co się stanie z Gerdem i Stevem na planecie Guer?

Czas pokaże…

Koniec Rozdziału I

Contribute!
Copyright © 2013. Szkoła Nowy Łupków Rights Reserved.